Grzegorz Osóbka – Miś, Ryś i Żbik idą w góry

Posłuchaj

Subskrybuj!

#TataMariusz na Spotify

Spotify

#TataMariusz na Apple Podcasts

Apple Podcasts

#TataMariusz na Google Podcasts

Google Podcasts

#TataMariusz na YouTube

YouTube

#TataMariusz na Podcast Addict

Podcast Addict

#TataMariusz na Player FM

Player FM

Więcej

Przeczytaj

Miś, Ryś i Żbik byli kolegami z jednej leśnej polany. Razem chodzili do przedszkola, które w lesie prowadziła Pani Klempa, czyli żona Pana Łosia. Na jednych zajęciach Pani Klempa opowiedziała dzieciom o górach. Sama nigdy tam nie była, ale opowiedziała to, co sama usłyszała od wędrownych ptaków. Takich gór to nikt jeszcze w lesie widział! To zupełnie inne góry niż ta górka za lasem. Szczyty gór, o których mówiła Pani Klempa były ośnieżone, miały ostre krawędzie. To były bardzo piękne i wysokie góry…
Od tego dnia Ryś często siadał na pniu zamyślony. Myślał o tym, że świat jest naprawdę wielki i piękny, a on może i nigdy nie zobaczy całego. Pomyślał, że pewno, tak jak jego rodzice, przez całe życie pozna tylko ten jeden las, w którym żyją. Tylko, że on ten las już znał. Obudziła się w nim tęsknota za nieznanym, za tym, co może odkryć, jeśli tylko wystarczy mu odwagi.
Minęło parę lat. Każdy rok to wiosna, lato, jesień, zima. I znowu i znowu – wiosna, lato, jesień, zima. Miś, Ryś i Żbik byli coraz starsi, silniejsi i mądrzejsi. A jednak Ryś cały czas myślał o górach. Właściwie już wiedział, że musi tam pojechać. Często rozmawiał o tym z Misiem i Żbikiem i oni też chcieli pojechać w góry razem z nim. Zbierali potrzebne informacje. W tym celu rozmawiali z ptakami, które na zimę odlatują do ciepłych krajów. One wiedziały najwięcej. Gęsi, kaczki, siewki… Zwiedziły dużo odległych krajów i nawet jeśli same nie widziały gór to znały inne zwierzęta, które je widziały.
Tak z roku na rok powstawał konkretny plan. Aż jednego dnia, dobrze przygotowani Miś, Ryś i Żbik wyruszyli w swoją wędrówkę. Już wiedzieli, że będą szli przez całą wiosnę, lato i jesień w stronę gdzie co rano wstaje słońce; że zimę przetrwają nad wielkim jeziorem dalekiej Azji. I dopiero w następnym roku dotrą do podnóża gór. I dokładnie tak wszystko się stało.
I nastąpił ten dzień, kiedy Miś, Ryś i Żbik ujrzeli góry. Były piękne, wielkie, majestatyczne. Już byli szczęśliwi, ale coś dalej ich pchało naprzód. Wiedzieli, że to jeszcze nie jest cel ich wędrówki. Chcieli wejść na szczyt, zobaczyć jak wygląda świat z góry. Nie potrafili sobie tego wyjaśnić. Ale to był jeden z najwspanialszych momentów w ich życiu. Bez słowa ruszyli. Ruszyli zdobyć szczyt.
Szli długo doliną, a potem góry zaczęły się piąć. Nie było ścieżki, był tylko kierunek – w górę. Coraz wyżej. Miś, Ryś i Żbik to twarde chłopaki. Dużo trenowali, dużo razem przeszli. Rozumieli się bez słów. Wiedzieli kiedy kłaść się spać, by nabrać sił, a kiedy wstać, by dalej ruszyć. Wiedzieli, kiedy lepiej zostać w schronieniu z kamieni, bo nie będzie dobrej pogody. Szli tak wiele dni, aż w końcu doszli do ostrej grani. Padał śnieg i było naprawdę zimno.
Jednak chłopaki szli dalej i dalej. Ostrożnie, bo bardzo ostrej, prawie pionowej ścianie grani, gdzie jeden drugiemu pomagał, by żaden nie spadł. Ryś był jednak już mocno zmęczony. Dawno nie upolował żadnej większej sarny (bo Rysie zjadają sarny) i nie miał dużo sił. W pewnym momencie złapał się skały, by się podciągnąć, ale skała się ukruszyła i Ryś stracił równowagę i… w jednej chwili Miś chciał go złapać, ale nie zdążył i… Ryś spadł odbijając się od ścian grani. Miś i Żbik widzieli go jak leży na dole. Nie ruszał się, a śnieg padał na jego ciało.
Miś i Żbik dość długo schodzili na dół do Rysia, by się nim zaopiekować. Jak już doszli okazało się, że Ryś ma złamaną nogę. Leżał cicho, nie płakał. Miał tylko taki smutek w oczach, bo wiedział, że nie zdobędzie sam szczytu. Miś i Żbik zanieśli Rysia do miejsca, gdzie spali poprzedniej nocy, gdzie było schronienie wśród kamieni. Wszyscy zasnęli zmęczeni.
Rano, znowu nawet nie mówiąc słowa, bo przecież rozumieli się już bez słów, Miś i Żbik wzięli Rysia tak, że oparł się na ich ramionach i zaczęli iść. Do góry. Ryś, mimo bólu, który czuł w nodze, był szczęśliwy. Przyjaciele go nie opuścili. Szli długo i była to bardzo męcząca droga, ale w końcu dotarli pod szczyt. Świeciło piękne słońce; już nie było chmur. Zostało im ostatnich parę kroków. To były bardzo ważne kroki. Ostatnie na bardzo długiej drodze na ich szczyt. Ich własny szczyt. Widzieli w dole cały świat.

Grzegorz Osóbka na #TataMariusz

Grzegorz Osóbka

Mam kochane, mądre, silne, odważne, piękne i dobre dwie córeczki – Weronikę i Gaję. Pierwsza jest wczesną nastolatką, a druga o rok młodsza. Już trochę za duże jak na tego typu bajki… Choć wciąż pamiętają każdy ich szczegół.
Osobiście nie przepadam za tym czytaniem z pokolenia na pokolenie tych samych bajek. Bo moja babcia takie czytała mamie lub tacie, to i ja mam swoim dzieciom. Trochę to bez sensu, bo świat się zmienia. Raczej zrobimy lepszą robotę wzmacniając dzieciaki w ich własnej ciekawości, kreatywności i dyscyplinie tworzenia lepszego świata na przyszłość.

Posłuchaj

Wszelkie kopiowanie i rozpowszechnianie utworów w jakiejkolwiek formie bez zgody autora będzie rodziło skutki prawne na podstawie ustawy z dn. 4 lutego 1994 r. o Prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Dowiedz się więcej ? klik.