Hugh Lofting – Podróże doktora Dolittle; Część II. Rozdział II. Luke Pustelnik

Posłuchaj

Wykorzystana treść pochodzi z zasobów strony wikisource.org

>> link do utworu <<

plwikisource

Subskrybuj!

#TataMariusz na Spotify

Spotify

#TataMariusz na Apple Podcasts

Apple Podcasts

#TataMariusz na Google Podcasts

Google Podcasts

#TataMariusz na YouTube

YouTube

#TataMariusz na Podcast Addict

Podcast Addict

#TataMariusz na Player FM

Player FM

Przeczytaj

Jak już wspominałem, Pustelnik był naszym starym przyjacielem. Był bardzo specyficzną osobą. Mieszkał daleko na torfowiskach w małej chatce – sam, nie licząc jego pręgowanego buldoga. Nikt nie wiedział, skąd pochodził, nikt nawet nie znał jego imienia. Ludzie nazywali go po prostu „Luke Pustelnik”. Nigdy nie przychodził do miasta; nigdy nie chciał spotykać się z ludźmi ani z nimi rozmawiać. Jego pies, Bob, przepędzał każdego, kto zbliżył się do jego chaty. Kiedy pytało się kogokolwiek w Puddleby, kim był lub dlaczego mieszkał w tym samotnym miejscu, jedyną odpowiedzią było: „Luke Pustelnik? Cóż, na pewno skrywa jakąś tajemnicę. Nikt nie wie jaką, ale na pewno jakaś jest. Nie zbliżaj się do niego. Spuści na ciebie psa”.

Niemniej były dwie osoby, które często chodziły do tej małej chatki na torfowiskach: Doktor i ja. A Bob, buldog, nigdy nie szczekał, gdy słyszał, że nadchodzimy. Lubiliśmy Luke’a, a Luke lubił nas.

Tego popołudnia, przechodząc przez torfowiska, musieliśmy stawić czoła zimnemu wiatrowi wiejącemu ze wschodu. Gdy zbliżaliśmy się do chaty, Dżip nadstawił uszu i powiedział,

– To zabawne!
– Co takiego? – zapytał Doktor.
– To, że Bob nie wyszedł nam na spotkanie. Powinien już dawno nas usłyszeć – albo wyczuć. Co to za dziwny hałas?
– Dla mnie brzmi to jak skrzypienie bramy – powiedział Doktor – Może to drzwi Luke’a, ale stąd ich nie widać, są po drugiej stronie chaty.
– Mam nadzieję, że Bob nie jest chory – powiedział Dżip i wydał z siebie szczeknięcie, by sprawdzić, czy to go przywoła. Ale jedyną odpowiedzią było zawodzenie wiatru na rozległym, słonym torfowisku.

W zamyśleniu przyspieszyliśmy kroku.

Kiedy dotarliśmy do przedniej części chaty, zastaliśmy otwarte drzwi, kołyszące się i skrzypiące ponuro na wietrze. Zajrzeliśmy do środka. Nikogo tam nie było.

– A więc Luke’a nie ma w domu? – powiedziałem – Może wyszedł na spacer.
– Zawsze jest w domu – powiedział Doktor, marszcząc brwi w osobliwy sposób – A nawet gdyby wyszedł na spacer, nie zostawiłby za sobą drzwi walących na wietrze. Jest w tym coś dziwnego – co ty tam robisz, Dżip?
– Nic wielkiego – nic, o czym warto by mówić – powiedział Dżip, bardzo uważnie badając podłogę chaty.
– Chodź tu! – powiedział Doktor surowym głosem – Coś przede mną ukrywasz. Widzisz znaki i coś wiesz – albo się tego domyślasz. Co się stało? Powiedz mi. Gdzie jest Pustelnik?
– Nie wiem – powiedział Dżip, wyglądając na bardzo winnego i skrępowanego – Nie wiem, gdzie on jest.
– Coś wiesz na pewno. Widzę to po twoim spojrzeniu. O co chodzi?

Ale Dżip nie odpowiedział.

Doktor wypytywał go przez dziesięć minut. Ale pies nie powiedział ani słowa.

– Cóż – powiedział w końcu Doktor – nie ma sensu, żebyśmy tu stali na mrozie. Luke odszedł. To wszystko. Równie dobrze możemy iść do domu na obiad.

Gdy zapięliśmy płaszcze i ruszyliśmy z powrotem przez bagna, Dżip pobiegł przodem udając, że szuka szczurów wodnych.

– On coś wie – szepnął Doktor – Myślę, że wie też, co się stało. To zabawne, że nie chce mi powiedzieć. Nigdy wcześniej tego nie robił – przez jedenaście lat. Zawsze mi wszystko mówił – dziwne, bardzo dziwne!
– Czy to znaczy, że on wie wszystko o Pustelniku, o tej wielkiej tajemnicy, o której mówią ludzie?
– Nie zdziwiłbym się, gdyby tak było – odpowiedział powoli Doktor – Zauważyłem coś na jego pysku, w chwili, gdy zastaliśmy otwarte drzwi i pustą chatę. I sposób, w jaki wąchał podłogę – coś wywęszył. Widział znaki, których my nie mogliśmy dostrzec – zastanawiam się, dlaczego nie chce mi powiedzieć. Spróbuję jeszcze raz. Dżip! Dżip! Gdzie jest ten pies? Myślałem, że szedł przodem.
– Ja też – powiedziałem – Był tam przed chwilą. Widziałem go. Dżip-Dżip-Dżip-Dżip!

Ale jego już nie było. Wołaliśmy i wołaliśmy. Wróciliśmy nawet do chaty. Ale Dżip zniknął.

– No cóż – powiedziałem – najprawdopodobniej po prostu pobiegł do domu przed nami. Często tak robi. Na pewno go tam znajdziemy, jak będziemy na miejscu.

Ale Doktor tylko mocniej zapiął kołnierz płaszcza przed wiatrem i szedł dalej, mrucząc: „Dziwne – bardzo dziwne!”.

Utwór udostępniony na Licencji Wolnej Sztuki (szczegóły licencji >> klik <<).

Hugh Lofting

ur. 14 stycznia 1886 w Maidenhead, Berkshire w Anglii, zm. 26 września 1947 w Topanga w Kalifornii) – brytyjski autor literatury dziecięcej, znany głównie jako twórca cyklu książek o rozumiejącym mowę zwierząt doktorze Dolittle.

Czytaj więcej >>wiki<<