Agnieszka Zimnowodzka – Historie wyciągnięte z kapelusza (Wydawnictwo Kocur Bury) – Historia z suknią

Posłuchaj

Subskrybuj!

#TataMariusz na Spotify

Spotify

#TataMariusz na Apple Podcasts

Apple Podcasts

#TataMariusz na Google Podcasts

Google Podcasts

#TataMariusz na YouTube

YouTube

#TataMariusz na Podcast Addict

Podcast Addict

#TataMariusz na Player FM

Player FM

Więcej

Przeczytaj

Pewnego pięknego słonecznego dnia, po szaleństwach na świeżym powietrzu z Antkiem i kuzynami, postanowiłam chwilę odpocząć Na zewnątrz był
straszny upał, więc zamarzyłam o chłodzie. Weszłam do dworku.

Co za ulga! – westchnęłam. Mury były na tyle grube, że nie wpuściły upału do środka. Pobiegłam po schodkach do pokoju, w którym ciotka Matylda trzymała swoje stroje. Od czasu do czasu pozwalała mi tam zaglądać, a one były tak piękne, że nie mogłam się napatrzeć.
Za przyzwoleniem ciotki włożyłam jedną z jej długich sukien oraz kapelusz z kwiatami i dużym rondem. Do tego wsunęłam pantofelki na wysokich obcasach i długie aż po łokcie rękawiczki. Wyglądałam po prostu bosko! Wszystko było nieco na mnie za duże, ale nie przeszkadzało mi to wcale. A ciotka Matylda śmiała się życzliwie z moich zachwytów. Objęła mnie serdecznie ramieniem i powiedziała tajemniczo:
– Wiesz, kochanie, jak byłam w twoim wieku, to też uwielbiałam się przebierać. Wkładałam suknie i kapelusze swojej babci, a nawet cylinder dziadka. Mam go do dzisiaj, jako pamiątkę po tamtych czasach. Teraz dostarcza mi on wspaniałych wspomnien, ale kiedyś… – tu ciotka Matylda zawiesiła głos.
– Co kiedyś, ciociu?
– Ech, nic! To było dawno temu… i może mnie już pamięć zawodzi. Powiem ci tylko tyle, że działy się rzeczy niezwykłe! – Te ostatnie słowa ciotka Matylda wypowiedziała już szeptem, jak gdyby nie chciała, by ktoś ją usłyszał. Odłożyła cylinder na miejsce, ucałowała mnie w czoło i poszła do sypialni na swoją codzienną drzemkę.

Zaintrygowana tym, co usłyszałam, postanowiłam przymierzyć cylinder. Wahałam się, ale ostatecznie zwyciężyła ciekawość. Wsunęłam go delikatnie na skronie i po chwili… pokój rozpłynął się w powietrzu, a ja znalazłam się w jakiejś ogromnej sali balowej.
Byłam dorosła.

Miałam na sobie przepiękną szeroką suknię z gorsetem i cudownie błyszczące pantofelki. Długie włosy były pieczołowicie upięte w coś
w rodzaju koka. Ogromnie się sobie podobałam. Nigdy dotąd nie widziałam tak szykownego stroju! Wokół zobaczyłam mnóstwo podobnie ubranych pań oraz wielu bardzo eleganckich panów.
Wszyscy tańczyli.
– Co ja tu robię? – zastanawiałam się. – Czy to jakiś bal kostiumowy?
Po chwili zdałam sobie sprawę, że jestem gościem na prawdziwym królewskim dworze.

Dzięki cylindrowi znalazłam się w innej epoce. Moim zachwytom nie było końca. Wszystko wydawało się takie cudowne: sala, goście, stroje, muzyka! Z radości chciałam wyjść na środek i wirować w rytm muzyki, ale szybko zrozumiałam, że tutaj nie wszystko wolno i nie wszystko wypada. Trzeba przestrzegać pewnych reguł i zachowywać się bardzo dystyngowanie. Trochę miałam z tym kłopot, ale podpatrywałam,
co robią inne panie i starałam się je naśladować.

Bardzo podobało mi się na balu i próbowałam wytrwać na parkiecie do końca, mimo że suknia okazała się dość ciężka i po kilku tańcach
poczułam się wykończona. Kto by pomyślał, że panie w dawnych czasach nosiły na sobie takie ciężary?!

W dodatku bardzo uwierał mnie gorset. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleję – tak mnie ściskał w pasie, że trudno mi było oddychać. Noszenie
gorsetu to prawdziwa katorga! Nie spodziewalibyście się, prawda?
Wyglądało na to, że kobiecy ubiór dawał się we znaki nie tylko mnie. Szerokie damskie suknie były zmorą usługujących na balu lokajów. Jak tu
podać damie szklankę z napojem, kiedy nie można do niej swobodnie podejść? Lokaje balansowali z tacą na granicy krynoliny i muszę przyznać, że świetnie im to wychodziło. Gdybyście widzieli te pozy! Nie powstydziłby się ich żaden narciarski skoczek.

Po skończonych tańcach przeszliśmy do sali jadalnej.
Tak obficie zastawione stoły widziałam tylko w bajkach!
– Ale jestem głodna! – pomyślałam i próbowałam usiąść na krześle. Próbowałam, bo okazało się to wcale nie takie proste. Stelaż sukni podsuwał się do góry, co utrudniało mi zajęcie miejsca przy stole. Musiałam też bardzo uważać, by nie odsłonić nóg, bo było to
postrzegane jako niestosowne. Gdy już udało mi się jako tako usiąść, sięgnęłam po stojące na stole potrawy, nakładając sobie
słuszną porcję. Niemal natychmiast przeszył mnie wzrok zgorszonych dam z naprzeciwka. Zarumieniłam się. Widząc to, podający do stołu
lokaj nachylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
– Mademoiselle, proszę mi pozwolić pani służyć.
Znaczyło to mniej więcej tyle, że goście nie nakładają sobie dań sami, lecz czekają aż zrobi to ktoś z obsługi. Zrozumiałam to po chwili,
obserwując zachowanie innych. Szybko też przekonałam się, że porcje nakładane na talerz są niemalże mikroskopijne.
– Jak oni mogą się najeść taką odrobiną? – pomyślałam, ale od razu przyszło mi do głowy, że pewnie nie wypada włożyć więcej. Po części okazało się to prawdą, ale w trakcie uczty miałam okazję kosztować tak wielu dań, że zrozumiałam, dlaczego porcje muszą być małe: gdybym wszystkiego zjadła więcej, chybabym pękła z przejedzenia! Muszę wam się przyznać w sekrecie, że już po kilku kęsach czułam się przepełniona. Mój żołądek był mocno ściśnięty gorsetem, przez co trudno było jeść.

Marzyłam, by zdjąć z siebie ciążącą mi suknię, ale bal jeszcze się nie skończył, musiałam więc trzymać fason. Postanowiłam przejść do sali kominkowej, gdzie toczyły się ożywione rozmowy.
– Ciekawe o czym tak dyskutują… – zastanowiłam się i stanęłam przy kominku, skąd mogłam dyskretnie obserwować całe towarzystwo. Panowie rozprawiali o polityce i polowaniach, panie zaś o muzyce i sztuce. Już miałam się włączyć w konwersację dam, gdy nagle ktoś krzyknął:
– OGIEŃ! GASIĆ OGIEŃ!

Rzeczywiście, czuć było spalenizną. Obróciłam się dookoła, by zobaczyć, gdzie się pali i z przerażeniem odkryłam, że to chodzi o mnie: tył mojej sukni zajął się ogniem z kominka! Zaczęłam krzyczeć i biegać po sali, aż w końcu wybiegłam z pałacu po schodach, niczym Kopciuszek uciekający z balu.
Wskoczyłam do fontanny w ogrodzie, dzięki czemu udało się ugasić płomienie.

Tego już za wiele! – pomyślałam. Może to i piękna suknia, ale jest ciężka i niewygodna, a w dodatku niebezpieczna! Tysiąc razy wolę
moją codzienną bluzkę i spódniczkę!

Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, znów znalazłam się w pokoju garderobianym ciotki Matyldy.
Ale mi ulżyło! Z zadowoleniemspojrzałam na swoje ubranie.
– Jak dobrze być we własnych rzeczach! Jakie one są wygodne! Nic mnie nie uwiera, nie gniecie, nie krępuje ruchów, a przede wszystkim nic nie ściska żołądka! – To pomyślawszy poczułam się trochę głodna.
Do pokoju zapukała ciotka Matylda. Przyniosła mi podwieczorek – moje ulubione bułeczki z jabłkiem. Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam:
– Czytasz w moich myślach, ciociu!
– Chyba raczej w twoim brzuchu odpowiedziała staruszka i obie zaczęłyśmy się śmiać.
– Wiesz, ciociu, bardzo mi się podobają te suknie z dawnych czasów, ale moje są zdecydowanie wygodniejsze.
– O tak! – przytaknęła ciotka. – Masz rację. Całe szczęście, że nie musimy teraz nosić gorsetów. Te to dopiero dokuczały kobietom!
Sznurowano je tak ściśle, że często powodowały kłopoty zdrowotne swoich właścicielek. No cóż – ciągnęła ciocia – w tamtych czasach
w modzie była talia osy i kobiety z wyższych sfer prześcigały się w tym, która będzie węższa w pasie. Brzmi absurdalnie, prawda? Ale tak właśnie było.

Ciociu kochana! Ja wiem co to znaczy mieć na sobie gorset! Poczułam to na własnej skórze, gdy… – i tu ugryzłam się w język, bo ciocia przecież nigdy by nie uwierzyła w moją historię – … gdy kiedyś we śnie przeniosłam się w dawne czasy – dokończyłam.
– No proszę! A może wiesz także, że dawne suknie robiono na obszytych materiałem metalowych obręczach, tak aby były szeroko rozkloszowane i pięknie się układały?

– Wiem, ciociu, wiem. Te suknie dużo wtedy ważą i trudno się w nich poruszać, prawda? – odpowiedziałam.
– Właśnie! – potwierdziła ciotka Matylda. – Zapewne możesz też sobie wyobrazić, że jak ktoś ma tak szeroką suknię, to nie zawsze wie, czego nią dotyka. W dawnych czasach wcale nie do rzadkości należały przypadki, gdy suknia otarła się o rozpalony kominek i zaczynała płonąć. Było to niezwykle niebezpieczne. Kobiety musiały bardzo uważać.
To powiedziawszy, ciocia spojrzała na mnie, jakby chciała sprawdzić moją reakcję. Chyba coś podejrzewała.
– Ciotuniu, nie uwierzysz, ale to wszystko brzmi tak jakoś znajomo… – przyznałam.
Ciotka Matylda uśmiechnęła się tajemniczo.
– Coś takiego! – mruknęła pod nosem i, wskazując na cylinder dziadka, dodała – Czyżby on miał z tym coś wspólnego?

Agnieszka Zimnowodzka - Historie wyciągnięte z Kapelusza [Wydawnictwo Kocur Bury]

Agnieszka Zimnowodzka – Historie wyciągnięte z kapelusza; Wydawnictwo Kocur Bury

ISBN: 978-83-65530-18-9
Liczba stron: 96
Oprawa: twarda
Opis: Lilka i Antoś spędzają wakacje w dworku ciotki Matyldy – ciepłej starszej pani, która była niegdyś operową śpiewaczką. Lilka uwielbia przebierać się w jej stare suknie, dlatego chętnie odwiedza garderobiany pokój na piętrze. Pewnego dnia ciocia pokazuje jej tajemniczy cylinder swojego dziadka. Dziewczynka odkrywa, że jest on nie tylko pamiątkowym elementem garderoby, ale ma także wyjątkowe właściwości. Za jego przyczyną można przenosić się w czasie. Swoim odkryciem Lilka dzieli się z bratem. Dzięki temu obydwoje, choć nie zawsze razem, podróżują do przeszłości. Trafiają na bal odbywający się na królewskim dworze, do starego kina, w którym wyświetlany jest niemy film, na jeden z pierwszych meczów piłki nożnej, na komplety tajnego nauczania, a nawet do pracowni malarskiej samego mistrza Picassa! Każda wyprawa jest dla Lilki i Antka niespodzianką, choć zawsze ma związek z tym, co przeżywają w świecie realnym. Spotkania z przeszłością pokazują im pewien wycinek minionych zdarzeń, a to jest dla nich niezwykłym odkryciem. Czasem przeżycia są na tyle pouczające, że po powrocie do rzeczywistości bohaterowie potrafią lepiej poradzić sobie z sytuacjami, z którymi wcześniej nie umieli się zmierzyć.

Przejdź na stronę Wydawnictwa ? klik

Wydawnictwo Kocur Bury to:

Monika Kulińska

Małgosia Kwapińska

Agnieszka Zimnowodzka

Paulina Zaborek

Z wykształcenia anglistka. Autorka edukacyjnych programów multimedialnych dla dzieci. Współzałożycielka wydawnictwa Kocur Bury, w którym zajmuje się wszystkim po trochu – dokonuje wyboru tekstów, tłumaczy, organizuje.

Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi, ilustruje książki dla dzieci, dziś już nawet trudno zliczyć ile ich było…. Jest autorką naszych ilustracji, dba o poziom artystyczny publikacji. Pasjonuje się sztuką i malarstwem. W wolnym czasie maluje i tworzy piękne przedmioty. Jest pomysłodawczynią oraz autorką grafik na torbach i koszulkach, które są do nabycia na naszej stronie, w zakładce „u kota w worku”.

Absolwentka Psychologii. Miłośniczka Włoch i wszystkiego co włoskie. Od zawsze pisze „do szuflady” strofy pełne poczucia humoru. W Kocurze jest autorką serii książeczek o mieszkańcach Humorków, „Historii zamiecionych pod dywan” oraz „Historii wyciągniętych z kapelusza”.

Z wykształcenia pedagożka, pierwsze redaktorskie szlify zdobywała, tworząc pismo „Psychologia w Szkole”. Tak jej się to spodobało, że ukończyła podyplomowe studia z edytorstwa i od 15 lat „robi w książkach”. Członkini Polskiej Sekcji IBBY, pasjonatka książki dziecięcej, w tygodniku „Kultura Liberalna” zawiaduje działem z recenzjami książek dla dzieci i młodzieży, prowadzi blog www.poczytajdziecku.pl. W Kocurze zajmuje się redakcją i korektą, tłumaczeniami, jest autorką artykułów w dziale „Do poczytania”.

Kocur Bury na #TataMariusz

O Wydawnictwie Kocur Bury słów kilka…

Kocur Bury, to niezależne wydawnictwo stworzone przez przyjaciół, których pasją jest książka, w szczególności ta dla dzieci. Dla dzieci piszemy, ilustrujemy i produkujemy od lat, ale od niedawna pod własnym szyldem Kocur Bury.

Wszystko zaczęło się od naszych dzieci, które były inspiracją do stworzenia wielu programów i publikacji. Dzieci wyrosły, ale my pozostajemy na dobre w ich świecie. Mamy nadzieję zainteresować Was naszą wizją książki i autorskimi ilustracjami. Chcemy, aby Wasze dzieci z przyjemnością sięgały do naszych opowieści, których bohaterowie poruszą ich wyobraźnię.

Strona Wydawnictwa Kocur Bury >>klik<<

Posłuchaj

Wszelkie kopiowanie i rozpowszechnianie utworów w jakiejkolwiek formie bez zgody autora będzie rodziło skutki prawne na podstawie ustawy z dn. 4 lutego 1994 r. o Prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Dowiedz się więcej ? klik.