Ilustrację wykonała Iwona Pastuszka-Vedral

Magdalena i Mariusz Rzepka – Alternatywny Czerwony Kapturek

Posłuchaj

Subskrybuj!

#TataMariusz na Spotify

Spotify

#TataMariusz na Apple Podcasts

Apple Podcasts

#TataMariusz na Google Podcasts

Google Podcasts

#TataMariusz na YouTube

YouTube

#TataMariusz na Podcast Addict

Podcast Addict

#TataMariusz na Player FM

Player FM

Więcej
Fundacja_SAVE_konkurs

Tekst zdobył pierwsze miejsce w konkursie literackim organizowanym przez Fundację SAVE.

„Praca Fundacji SAVE obejmuje monitoring, edukację społeczeństwa, badania naukowe oraz promowanie obywatelskiego zaangażowania w ochronę przyrody. Chcemy także wpływać na rządzących i konsumentów oraz nakłaniać ich do większej odpowiedzialności za środowiskowe konsekwencje ich działania.”

Fundacja SAVE ns #TataMariusz

Przeczytaj

Pamiętacie Czerwonego Kapturka? Bracia Grimm spisali go prawie sto lat temu…
A zastanawialiście się jak ta historia może brzmieć za kolejnych sto, albo kilkaset lat?

Długo, długo później… wśród pasów asteroid i między ścieżkami dróg mlecznych, żyła sobie praprapraprapra (i jeszcze więcej pra) wnuczka Czerwonego Kapturka. Nazywano ją Czerwonym Skafanderkiem. Wiodła ona spokojne życie międzyplanetarnego łobuza. Możecie być pewni, że jeśli w promieniu kilkunastu lat świetlnych działo się coś podejrzanego, to zdecydowanie maczała w tym palce Skafanderek.
Burza magnetyczna na stacji teleportacyjnej? Zapchanie napędu nuklearnego w szkolnym statku kosmicznym przy pomocy skarpetki z filtrem UV? Desublimacja autochtoniczna w komorze deprywacyjnej? To kilka z jej występków, które odbiły się szerokim echem w tej części galaktyki. Niektóre były wynikiem niesfornych zabaw i testowania przez Czerwony Skafanderek nowych pomysłów i umiejętności, inne wykonywała za drobne wynagrodzenie, aby spełnić swoje marzenie. Chciała wymienić swój czerwony skafander i zdobyć najlepsze hiperboliczne wdzianko odrzutowe – model DMS-SpinTower w kolorze niebieskim. Tak, niebieskim. Jej mama nazywała to buntem średniolatki i twierdziła, że miną jej te zachcianki, gdy dorośnie.
Bunt, nie bunt – poczynania Czerwonego Skafanderka od jakiegoś czasu obserwował bacznie Wilk, Diagnosta Postapokaliptyczny, sąsiad i serdeczny przyjaciel babci Skafanderka. Babcia Hailyn mieszkała na samym końcu mgławicy Ventriliona w kosmilli stylizowanej na rezydencję moonmetalowego gitarzysty Pastrianiego Tomatti. Dzięki jego muzyce Wilk Eugeniusz (bo takie miał imię) poznał babcię Czerwonego Skafanderka. Lata świetlne temu, kiedy słońca ustawiły się w jednej linii na horyzoncie, Wilk – z sobie tylko znanej przyczyny – pojawił się w okolicy mgławicy Ventriliona. Nie znał tu nikogo. Często ucinał sobie długie, czterdziestogodzinne, nocne spacery. Podczas jednego z nich, usłyszał ulubione solówki Tomattiego. Krwawe księżyce mieniły się szkarłatnym blaskiem, a Eugeniusz wył do nich, nadwyrężając swój wilczy język ledwie, nadążając za grą swojego gitarowego mistrza. Jak możecie się domyślać, moonmetalowe kołysanki unosiły się z samego końca mgławicy Ventriliona, gdzie mieszkała babcia Hailyn. Wilk zbliżał się do kosmilli, a do jego uszu dochodziły już nie tylko gitarowe brzmienia, ale także prawdziwy wilczy skowyt. Zaintrygowany, przyspieszył kroku. Przeskoczył ogrodzenie i… stanął pod przeogromnym kryształem Waśniowskiego, pełniącym funkcję okna. Jego oczom ukazała się babcia Hailyn. Prężyła się i wyginała w szaleńczym rytmie piekielnie mocnej muzyki. Ruchom tym towarzyszyło czyste wilcze wycie. Eugeniusz siedział tak chwilę z rozdziawionym pyskiem, nie mogąc wyjść z podziwu. Z tego stanu wyrwała go cisza, która wydała mu się nienaturalna. W tej chwili usłyszał głos:
– Co tak siedzi? Halo! Nooo, do Ciebie mówię! Języka w pysku zapomniał? – babcia Hailyn, nie owijała w bawełnę i od razu uderzyła z grubej rury.
– Aaa… co? Kto? A tak, no ja. Tak ja, tu ja… no wie Pani… ja – plątał się Eugeniusz zanim wyprostował kości i się przedstawił – Eugeniusz jestem. Wilk, co w zasadzie widać. W trakcie spaceru byłem i szanownej Pani wycie mnie urzekło, a że towarzyszył temu Tomatti – rozpłynąłem się i coś mi odcięło dopływ rzeczywistości. W zasadzie nie wiem jak się tutaj znalazłem. Najmocniej przepr…
– Dobra, dobra, najpierw się jąkał, teraz pyszczek mu się nie zamyka. – przerwała Wilkowi staruszka i od razu dodała – Tomattiego lubi? Ja też. Zresztą widział. A właśnie, często tak podgląda obcych? – rzuciła znienacka babcia.
– No wła…
– Nieważne – nie dała Eugeniuszowi dokończyć – ma ochotę na partyjkę szachów? Wygląda na uczonego. – spojrzała na Diagnostę wyczekującym wzrokiem.
– Tak. Chętnie. I chciałbym Panią…
– Daruje sobie. Siada tutaj i mówi, czego się napije.
Wilk zrozumiał. Poprosił tylko o wodę i rozpoczęli grę. Można by rzec, że grają tak do dzisiaj. Ich spotkania stały się nocnym rytuałem. Z czasem Wilk nauczył się rozmawiać z babcią, a babcia opowiadała Wilkowi historie ze swojego życia, w tym te rodzinne. Najważniejsza była w nich zawsze Czerwony Skafanderek, której od dawna nie widziała.
Eugeniusz z chęcią wysłuchiwał tych historii. Szczególnie dotyczących wnuczki, która przez swoje zdolności i występki, siała spustoszenie w tej części galaktyki. To właśnie Czerwony Skafanderek przywiodła Wilka w te rejony. Ona była przedmiotem jego obserwacji i jej miał pomóc okiełznać moce.
Eugeniusza zastanawiał jednak jeden fakt. Przez kilka lat znajomości z Hailyn, nigdy nie spotkał Skafanderka u babci, a w ostatnim czasie, przemierzając bór carbonowy, przywołujący wyglądem stalagmitowy labirynt, czuł jej obecność. Nos Wilka rzadko się mylił, a dostrzeżone ślady potwierdziły przypuszczenia.
– Dlaczego nie odwiedzisz babci, tylko się czaisz…? – pomyślał Wilk i przystanął. Nagle przez głowę naukowca przeleciała myśl wyraźna jak wysokie ce Pastrianiego. – HAILYN! – wykrzyknął
w duchu i ruszył w stronę domu babci.
– Co robisz Czerwony Skafanderku? – spokojnym, stanowczym tonem zapytał Wilk, gdy dotarł na miejsce. Dziewczynka próbowała przecisnąć się z wyniesionym z domu babci łupem.
TAK! Czerwony Skafanderek właśnie okradała babcię!
– Ja… w odwiedziny… do babci… mam tu dla niej ulubione… yyy rzeczy. – odparła wyraźnie zbita z tropu Skafanderek.
– O tej porze? – Wilk kontynuował, zbliżając się do dziewczynki – Czy to przez DMS-SpinTower? Dlatego tu jesteś?
– Ja… nie… to nie tak. – odpowiedziała. Eugeniusz nie zwalniał, choć wokół Skafanderka tworzyła się coraz większa poświata, a sama dziewczynka rozemocjonowana sytuacją zaczęła drżeć.
– Masz niesamowitą moc, nie musisz okradać babci, żeby zdobyć skafander. Pomogę Ci, jestem w tej galaktyce właśnie dla Ciebie… – Czerwony Skafanderek, nieco zaskoczona wyznaniem Wilka, zaczęła się uspokajać. Eugeniusz kontynuował – Twoja energia jest niespotykana! Dzięki niej i pomocy mojego zespołu zrobimy wspólnie wiele dobrego. Jest tyle rzeczy do naprawienia w naszym i równoległych światach, pomóż nam, my pomożemy Tobie. Nauczymy Cię jak skupiać energię na dobrych rzeczach. Instytut Prewencji Apokaliptycznej stoi przed Tobą otworem, a za zarobione pieniądze – spełnisz marzenie o DMS-SpinTower. To jak? Chcesz spróbować?
Gdy Wilk zadawał to pytanie, Czerwony Skafanderek była spokojniejsza, ale miała w oczach łzy… Wybuchnęła płaczem.
– Przepraszam, przepraszam, przepra…
– Czego płacze? Co się dzieje? – babcia Hailyn wyszła zdezorientowana przed kosmillę. Skafanderek od razu wskoczyła w jej objęcia,płacząc i przepraszając…
– Przepraszam babciu, przepraszam… naprawdę…
Eugeniusz nie chciał przeszkadzać, odwrócił się i powoli odchodził.
– Poczeka, mamy do pogadania! – Hailyn zawołała Wilka, a Czerwony Skafanderek podbiegła i chwyciła go za łapę.
– Musisz mi wszystko opowiedzieć! – rzuciła, patrząc mu w oczy.
Eugeniusz dostrzegł w nich czerwone pasma energii i ogromną nadzieję.

Tej nocy, los naszych bohaterów znacznie się odmienił. A wszystko zakończyło się przy szachach i moonmetalowych brzmieniach mistrza gitary – Pastrianiego Tomatti.

Wszelkie kopiowanie i rozpowszechnianie utworów w jakiejkolwiek formie bez zgody autora będzie rodziło skutki prawne na podstawie ustawy z dn. 4 lutego 1994 r. o Prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Dowiedz się więcej ? klik.