Dorota Suwalska – Różowy Obłoczek [Akcja: „Czytaj i pomagaj!” – Baśń dla Chrumkowa] cz. 1.

Posłuchaj 🎧

Przeczytaj 📖

Pewnej nocy, w chlewiku, przyszedł na świat mały prosiaczek. Rodzice byli tak zachwyceni swoim synkiem, że długo nie mogli znaleźć imienia, które byłoby w stanie oddać jego urodę.

– Jest taki piękny, taki milutki… – wzdychała mama.

– …taki mięciutki i różowy… – wtórował jej tata.

– …mięciutki i różowy jak…

– …jak, jak… jak obłoczek.

– Różowy Obłoczek! – wykrzyknęła tryumfalnie mama.

I tak już zostało.

Oczywiście rodzice byli równie zachwyceni bratem i siostrą Różowego Obłoczka. I równie długo namyślali się, jakie im nadać imiona, co w sumie zajęło sympatycznej świńskiej parze całkiem sporo miło spędzonego czasu. Brata nazwano Ryjkiem z uwagi na uroczy pyszczek, a także dlatego, że od pierwszych chwil, podobnie jak inne świnki, uwielbiał ryć w ziemi. A siostrę – Błotką ze względu na piękną cerę, którą przeciętna świnka może uzyskać wyłącznie w wyniku regularnie stosowanych błotnych kąpieli. A także po to, by córeczce nigdy takich kąpieli nie zabrakło, ponieważ bez nich trudno sobie wyobrazić udane świńskie życie. Zarówno Ryjek, jak i Błotka to naprawdę piękne i dobrze przemyślane imiona. Trzeba jednak przyznać, że dość tradycyjne. Żeby nie powiedzieć – przyziemne. Jedynie nasz bohater dostał imię, że się tak wyrażę, nadpowietrzne.

Być może dlatego młody warchlaczek uwielbiał wpatrywać się w niebo. Nic nie cieszyło go bardziej niż przyglądanie się zmiennym kształtom obłoków i wyobrażanie sobie, że pewnego dnia znajdzie się między nimi, jak ptak lub motyl. Nic, nawet wodne i błotne kąpiele, nawet rycie. Nawet pyszna brukiew i świeże jabłka nie cieszyły go tak, jak wpatrywanie się w niebo.

– Co ty tam widzisz? – dopytywała się czasem mama.

– Niebo. Obłoki – wzdychał rozmarzonym głosem. – Czasem przypominają świnkę, czasem psa. A raz to nawet widziałem chmurę w kształcie skrzydlatego warchlaka.

– Obłoki, Obłoczku – śmiała się mama. – A czy ty wiesz, że dopiero tu, po przeprowadzce do Zwierzęcej Krainy, zobaczyłam po raz pierwszy niebo? – Ryjek mamy nagle spoważniał. – Ale… po co tego wracać… Było i minęło. Na szczęście. Lepiej rozchmurzyć się, patrząc w chmury. – Znów się roześmiała. – Mój ty kochany Różowy Obłoczku.

Ucałowała synka w różowy jak chmurka nosek i nagle przyszło jej do głowy, że być może w niezwykłym imieniu, jakie mu nadała, było również życzenie, żeby nigdy nie zabrakło mu nieba nad głową.

Dawno, dawno temu, kiedy mama była małą świnką, mieszkała strasznym w miejscu, zwanym przez nią Światem Bez Ziemi i Nieba. Nie lubiła wspominać tamtych czasów, więc Różowy Obłoczek wiedział tylko tyle, że świnki mieszkały tam w okropnym ścisku w długim, ponurym baraku, na twardej i zimnej podłodze. Nigdy nie wychodziły na zewnątrz, a głównym ich zadaniem było tyć. Tyć za wszelką cenę i w jak największym tempie. Mama podobno nie była w tym zbyt dobra. Dlatego współtowarzysze niedoli kiwali z troską ryjkami. I powtarzali jej, żeby się bardziej postarała, bo taki brak talentu do tycia to jak najgorsza wróżba na świńską przyszłość.

Mylili się jednak. To dzięki swojej mało świńskiej figurze mama pewnego dnia przedostała się na zewnątrz przez wąską szparę w niedomkniętych drzwiach. Dzięki zwinnym ruchom umknęła pościgowi. Mogła bowiem biec szybciej niż inne prosiaki. Zresztą… kto by chciał gonić takiego nieudacznego, cherlawego prosiaka. Prawdę mówiąc, już wtedy, podczas ucieczki, miała okazję spojrzeć w niebo. Nie to jednak było jej w głowie. Myślała tylko o tym, by znaleźć się jak najdalej od Świata Bez Ziemi i Nieba.

Dopiero kiedy po wielu perypetiach dotarła do Zwierzęcej Krainy, odetchnęła na tyle, by zacząć przyglądać się światu. Najpierw zajrzała do korytka i porządnie się najadła. Potem rozejrzała się dokoła i stwierdziła, że znalazła się w znakomitym towarzystwie kilku sympatycznych świnek i warchlaków (jeden z nich został potem jej małżonkiem). W zwierzęcej krainie mieszkały również krowy, kury, kaczki, indyki, gęsi, króliki, a także psy i koty. Następnie z wielką radością stwierdziła, że ma w czym ryć, a i na brak kąpieli nie będzie narzekać. I dopiero na samym końcu zadarła ryjek do góry i po raz pierwszy ujrzała słońce i obłoki.

– Nawet nie wiesz, jakie masz szczęście, że urodziłeś się tutaj – wzdychała czasem.

Ale dla naszego bohatera było normalne, że spał w ciepłym chlewiku, dostawał pysznie jeść, mógł biegać po podwórku, słuchać śpiewu mamy, tulić się do rodziców, baraszkować z rodzeństwem, wygrzewać w słońcu, pluskać w wodzie, gdy tylko przyszła mu na to ochota i zażywać błotnych kąpieli w upalne dni. Nie znał przecież innego życia. I dobrze, jak zwykła mawiać mama.

Jedynym, czego brakowało mu do szczęścia, były podniebne podróże. Rodzice myśleli, że Różowy Obłoczek z wiekiem wyrośnie z tych mało świńskich, musicie przyznać, fantazji. On jednak im był starszy, tym częściej bujał w obłokach, oczywiście tylko w wyobraźni. Nawet gdy wyrósł na wielkiego, tłustego warchlaka – a trzeba przyznać, że miał dużo więcej talentu do tycia niż mama – nie znał lepszej rozrywki niż zadzieranie ryjka w stronę obłoków.

Pełna treść baśni
O projekcie „Czytaj i pomagaj!”
Świnka dla Chrumkowa

Wsparcia dla świnek możecie udzielić poprzez przelew na nr konta Stowarzyszenia na rzecz Azylu dla Świń Chrumkowo:
11 1020 5011 0000 9902 0341 2798; lub za pomocą serwisu PayPal: azyldlachrumkow@gmail.com.
W tytule przelewu wpisujcie hasło: darowizna.

Dorota Suwalska na #TataMariusz

Dorota Suwalska

Absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, pisarka, autorka projektów wizualnych i animatorka kultury. Otrzymała wiele ważnych nagród i nominacji za twórczość literacką dla dzieci i młodzieży. Jej utwory tłumaczone były na język hiszpański, słoweński, ukraiński.

Strona autorki: >>klik<<

Posłuchaj

Wszelkie kopiowanie i rozpowszechnianie utworów w jakiejkolwiek formie bez zgody autora będzie rodziło skutki prawne na podstawie ustawy z dn. 4 lutego 1994 r. o Prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Dowiedz się więcej 👉 klik.